1
"Samotność
jest złudzeniem. Myśli człowieka krążą zawsze koło innych
ludzi i łączą go z ich losem, który na próżno stara się
odepchnąć."
~
Zofia Nałkowska
Moje
czarne trampki zaczęły namakać, a granatowa, szeroka bluza płasko
przylegać do ciała. Jednym ruchem narzuciłam na głowę kaptur i
przyśpieszyłam kroku. Kolejne gniewne spojrzenia, skierowane w moją
stronę. Uniosłam do góry dłoń i pokazałam wszystkim środkowy
palec. Nie obchodziła mnie ich opinia.
Weszłam
do pierwszego, lepszego sklepu.
-Coś
podać?- niska brunetka zwróciła na siebie moją uwagę. Przez
chwilę tępo wpatrywałam się w nią, zastanawiając się co
takiego chciałam kupić.
-Cienkie
L&M.- rzuciłam, kładąc na ladę pieniądze. Czułam na sobie
palące spojrzenie dziewczyny. Mozolnie podała mi paczuszkę i
wydała resztę. Odwróciłam się i ruszyłam do drzwi.
-Do
zobaczenia!- krzyknęła za mną, ale nie miałam zamiaru jej
odpowiadać.
Włożyłam
do ust papierosa i zaciągnęłam się dymem, który nieprzyjemnie
zaczął drażnić moje gardło. Usiadłam na jednej z ławek i
poczułam jak ogarnia mnie spokój. Chciałam choć na chwilę
zapomnieć o wszystkim.
Godzinę
temu dowiedziałam się, że moi rodzice zginęli w wypadku
samochodowym. Nie miałam już nikogo. Wszystko się
skończyło. Jakiś pędzący na motorze idiota zabrał mi rodzinę.
Przecież to nic takiego.
Po
moim policzku spłynęła kolejna, słona łza. Wstałam z ławki i
ruszyłam w kierunku parku, do którego kiedyś chodziłam z
rodzicami. Latem jest w nim pełno ludzi. Dzieci biegają, bawią się
z rówieśnikami, pary spacerują, trzymając się za ręce. Teraz
nie było tu nikogo. Niegdyś miejsce tętniące życiem, teraz tylko
szary i ponury park, po którym nawet nie chciało się spacerować.
Usiadłam
pod jednym z drzew i spojrzałam w niebo. Zastanawiałam się, czy
Bóg istnieje, a skoro tak, to dlaczego jest taki obojętny, dlaczego
zabiera nam wszystko co najcenniejsze. Czym zasłużyłam sobie na
takie cierpienie, na taki ból. To niesprawiedliwe. Nic mi się w
życiu nie udaje. Nic. Wszystko niszczę.
Jesienny
wiatr rozwiał moje krótkie, ciemne włosy. Dopiero teraz poczułam
jak zimno jest dzisiejszego ranka. Moje ubrania były całkiem
przemoczone, a buty usmarowane błotem. Teraz już wiem, dlaczego
dziewczyna ze sklepu tak się na mnie patrzyła. Wyglądałam
okropnie, jak jakaś bezdomna. Niezdarnie podniosłam się z ziemi i
ruszyłam w stronę domu.
Poczułam
niewielki ucisk z tyłu głowy, ale starałam się nie zwracać na
niego uwagi. Zatrzymałam się i mocno wciągnęłam powietrze do
płuc, ale nic to nie dało. Ból zaczął się nasilać. Zacisnęłam
powieki i zrobiłam kilka kroków, ale to jeszcze pogorszyło sprawę.
Oparłam się o stojącą niedaleko latarnię i starałam się uspokoić.
Po chwili ból zwalił mnie z nóg, a moja twarz boleśnie uderzyła
o ziemię. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie mi głowa. Nie
wiedziałam co się dzieję. Wiłam się na ziemi i wyłam z bólu,
ale nikt mi nie pomagał. Nie chciałam wiele, marzyłam tylko, by te
męczarnie się skończyły.
Ktoś
delikatnie uniósł mnie do góry. Ostatnie co pamiętam, to smutne,
brązowe tęczówki wpatrzone we mnie. Wyglądały jak oczy
anioła. Potem nie było już nic. Ból ustał. Zemdlałam.
***
Moje
powieki były bardzo ciężkie, ale uniosłam je. Oślepiło mnie
jasne światło, które dawała lampka stojąca obok łóżka, na
którym leżałam. Domyśliłam się, że jestem w szpitalu. Głowa
nadal mnie bolała, ale dało się to znieść. Dźwignęłam się na
rękach i wyrywając wenflon, wyszłam z sali. Miałam na sobie
nieswoje ubrania. Szybkim krokiem mijałam ludzi. Modliłam się, by
nikt mnie nie zobaczył. Raptem coś, a właściwie ktoś przykuł
moją uwagę. Ta dziewczyna. Ta sama, która sprzedawała mi
papierosy. Stała przy automacie z kawą. Czyżby... Nie, to
niemożliwe. To nie mogła być ona. Przecież poznałabym te oczy.
Chyba, że w sklepie nie zwróciłam na nie uwagi. Nie było innego
wyjścia, musiałam przejść obok niej. Ruszyłam wolnym krokiem.
Już myślałam, że mnie nie zauważy, kiedy odwróciła się i
nasze spojrzenia się spotkały. Te oczy.
-Co
ty...?-zaczęła.
-Wychodzę.-
warknęłam i ruszyłam do wyjścia.
-Musisz
zostać w szpitalu!- złapała mnie za nadgarstek i odwróciła w
swoją stronę. Miała siłę, muszę to przyznać.
-Po
co? Nic mi nie jest!- wyrzuciłam ręce w powietrze, chcąc dać jej
do zrozumienia, że nie obchodzi mnie jej zdanie.
-Osoba,
której nic nie jest, nie mdleje z bólu.- trafiła, ale nie byłam
dziewczyną, która się posłucha. Nie słuchałam nikogo.
-Nawet
mnie nie znasz. Z tego co wiem, to jestem dorosła.- odwróciłam się
na pięcie i wyszłam z budynku. Wiedziałam, że idzie za mną, ale
nie zwracałam na nią uwagi. Dogoniła mnie i teraz szłyśmy ramię
w ramię.
-Robisz
głupstwo.- kontynuowała przekonywanie mnie.
-Odczep
się!- wybuchłam, ale zaraz poczułam się źle. To nie jej wina, że
poznała mnie akurat dzisiaj. Spuściłam głowę i wsadziłam dłonie
do kieszeni czarnych rurek.- Przepraszam.-szepnęłam
w jej stronę. Myślałam, że nie usłyszała, więc spojrzałam na
nią. Na jej twarzy widniał uśmiech. Wiedziała, że właśnie
wygrała. Przewróciłam oczami i zbliżyłam się do dziewczyny.
Teraz naprawdę byłam zła. Zła na nią i na siebie, że tak szybko
ze mną wygrała.
-Posłuchaj
mnie. Nie znamy się, nie wiem kim jesteś i o co Ci chodzi. Mam
gdzieś co myślisz.- już miałam zacząć iść, ale przypomniałam
sobie o czymś.-To Twoje ubrania?-spojrzałam na nią. Nieznacznie
pokiwała głową. Szybkim ruchem zdjęłam z siebie bluzę i podałam
jej.-Wiem gdzie pracujesz. Przyniosę Ci je niedługo.-powiedziałam
na odchodnym.
***
Weszłam
do mieszkania, które w tej chwili wydawało się takie puste i
pozbawione życia. Rzeczy moich rodziców leżały tak, jak zostawili
je wczoraj. Miałam wrażenie, że zaraz wejdą do pokoju i wszystko
będzie w porządku, ale życie nie jest tak kolorowe jak nam się
wydaje.
Zdjęłam
ubrania brunetki i nałożyłam granatowe rurki i czarną bluzę z
napisem „Iron Maiden” . Rzeczy dziewczyny włożyłam do plecaka
i zakładając kaptur, wyszłam z mieszkania, kierując się w stronę
sklepu, w którym pracuje nieznajoma.
Dochodziła
dwudziesta pierwsza, więc przyspieszyłam kroku. Zatrzymałam się
niedaleko sklepu i patrzyłam jak brązowooka zamyka lokal i szybko
rusza w innym kierunku. Poszłam za nią i chwilę potem dzielił
mnie od niej tylko metr. Zaszłam jej drogę, na co ta podskoczyła
ze strachu.
-To
ty.-szepnęła.
Brawo.
-Twoje
ubrania.-podałam jej reklamówkę.-Eee... dzięki... za wszystko.
Minęłam
ją i ruszyłam przed siebie. Poczułam jak chwyta mnie na rękę i
zatrzymuje.
-Przejdziesz
się ze mną?-spytała cichutko.
Kiwnęłam
twierdząco głową.
Podczas
spaceru panowała między nami przyjemna cisza. Robiło się coraz
zimniej i zaczęłam żałować, że nie ubrałam czegoś
cieplejszego. Z kieszeni rurek wyciągnęłam małą paczuszkę
papierosów. Wzięłam do ust jednego i zapaliłam. Dym ukoił moje
stargane nerwy i uspokoił rozbiegane myśli.
-Jak
masz na imię?-ciszę przerwała brązowooka.
-Lena.
Widziałam
jak się uśmiecha, a po chwili wybucha niepohamowanym śmiechem.
Zawtórowałam jej.
-Jestem
Alicja.-wyciągnęła dłoń w moją stronę. Zawahałam się,
ale po chwili uścisnęłam ją.- Nareszcie się
uśmiechnęłaś.-zauważyła.
-To
dobrze?-zaciągnęłam się i zatrzymałam na chwilę dym w płucach.
-Tak...
chyba tak.-jej uśmiech był tak szeroki, że dotykał oczu.- Ale nie
powinnaś palić. To niezdrowe.-trąciła mnie zaczepnie w ramię.
-Dobrze,
mamo!-zaszydziłam.
-Odpowiesz
mi na jedno pytanie?-zatrzymała się i spojrzała na mnie. Nawet
teraz widziałam czekoladowy kolor jej tęczówek.
-Zależy.-uniosłam
jedną brew ku górze.
-No
dobrze.-widziałam jak nabiera powietrza do płuc.-Kiedy widziałam
Cię wtedy w sklepie, byłaś taka... smutna, zła. Nie wiem jak to
określić. Co się wtedy stało?-spuściłam głowę, ale nadal
czułam na sobie jej palące spojrzenie. Każde pytanie byłoby
łatwiejsze. Gdyby był to ktoś inny, to pewnie odwróciłabym się
i uciekła, ale to była Alicja. Mimo że jej nie znałam, to
wiedziałam, że mogę jej zaufać. Wiedziałam, że mnie zrozumie.
Jakaś niewidzialna nić przyciągała mnie do niej, a ja nie
potrafiłam się temu oprzeć. Nie, ja nie chciałam się temu
oprzeć.
-Moi
rodzice... oni zginęli w wypadku samochodowym.-widziałam jak na jej
twarzy pojawia się szok. Złapała moją dłoń i przyciągnęła
mnie do siebie. Do moich nozdrzy dotarł niesamowity zapach jej
perfum. Nie wiedziałam czy mogę ją przytulić, ale po chwili z
moich oczu poleciały słone łzy i schowałam twarz w jej miękkich,
ciemnych włosach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz