2
"Łzy
wysychają, gdy się wchodzi poza próg ludzkiej ostateczności."
~
Jerzy Zawieyski
Mozolnie
otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się i
zauważyłam, że nie jestem u siebie. Leżałam na łóżku o
sporych rozmiarach, a ściany pokoju, w którym się znajdowałam,
były pokryte plakatami, zdjęciami i gdzieniegdzie wisiały rysunki.
Dźwignęłam się na rękach i zwlekłam z łóżka. Na podłodze
stało kilka, no dobra kilkanaście butelek po piwach. Byłam ubrana
w te same ubrania co wczoraj wieczorem, więc wstałam i skierowałam
się do drzwi od pokoju.
Jak
tylko wyszłam z pomieszczenie, poczułam cudowny zapach świeżego
pieczywa, jajecznicy i kawy. Z - jak mniemam- kuchni wyłoniła się
niewysoka dziewczyna. Prawie czarne włosy kaskadami opadały jej na
ramiona, a grzywka ułożona na bok, zasłaniała czoło. Alicja.
Miała na sobie dresy koloru morza i czarną bluzeczkę na
ramiączkach. Na jej lewym nadgarstku widniał tatuaż, ale nie
mogłam dostrzec co przedstawia.
-Dzień
dobry!- przywitała mnie z uśmiechem na twarzy.- Zrobiłam
śniadanie, chodź.-gestem dłoni kazała mi iść za sobą.
Weszłam
za nią do kuchni. Ściany i szafki były w kolorze limonkowym,
natomiast stół i krzesła kawowe. Usiadłam naprzeciwko
brązowookiej i zaczęłam jeść. Wszystko było znakomite. A kawa?
Nigdy nie piłam lepszej. Zdałam sobie sprawę, że właściwie nie
wiem co się wczoraj działo. Zdecydowanie miałam słabą głowę.
Spojrzałam na brunetkę i dopiero teraz zauważyłam, że coś do
mnie mówi.
-Eee...
słucham?- potrząsnęłam głową, chcą sprowadzić się na ziemię.
-Jak
się spało?- zachichotała i wzięła w dłonie kubek z parującą
cieczą.
-Dobrze...-czułam
na sobie jej spojrzenie. Po chwili gwałtownie wstała od stołu i
podeszła do okna, stając do mnie tyłem. Zaczęłam się
zastanawiać ile może mieć lat. Wyglądała na niewiele starszą
ode mnie. Dałabym jej maksymalnie 22 lata.
Powoli
odwróciła się do mnie przodem. Była zamyślona, nieobecna.
Przeniosła wzrok na mnie i posłała mi delikatny uśmiech. W tym
momencie rozległ się dźwięk dzwoniącej komórki, sprawiając, że
podskoczyłam na krześle. Dziewczyna mozolnie wyciągnęła
urządzenie z kieszeni.
-Halo?-jej
głos nie wyrażał żadnych emocji. Kiedy przełożyła komórkę do
prawej dłoni, zauważyłam, że na drugim nadgarstku też ma tatuaż.
Był to jakiś krótki napis.
Brązowooka
minęła mnie wolnym krokiem i po chwili zniknęła w jednym z pokoi.
-Też
Cię kocham.-odwróciłam się i zobaczyłam, że brunetka stoi tuż
za mną. Włożyła komórkę z powrotem do kieszeni i usiadła
naprzeciwko mnie.
-To
chłopak.-wyjaśniła, nie patrząc na mnie. W tej chwili wyglądała
na osobę, której nie odpowiada fakt, że siedzę w jej domu.
Poczułam się źle, dobra, bardzo źle.
Wstałam
od stołu i skierowałam się do wyjścia, po drodze zabierając
swoją bluzę. Nie chciałam być problemem. Już miałam otworzyć
drzwi i wyjść, kiedy poczułam, że dziewczyna łapie mnie za ramię
i odwraca w swoją stronę.
-Co
robisz?- tylko na sekundę pozwoliła by przeróżne emocje zalały
jej twarz, bo po chwili znowu była cholernie poważna, może nawet
obojętna.
-Wychodzę.
Właściwie nie wiem co strzeliło mi wczoraj do głowy, żeby tu
przychodzić.- odwróciłam się na pięcie i wyszłam, zamykając za
sobą drzwi. Wybiegłam z klatki i pozwoliłam, by poranne powietrze
mnie orzeźwiło.
Wspomnienia
z mojej przeszłości uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą.
Łzy zaczęły zbierać mi się pod powiekami, a ręce drżały.
Usiadłam na mokrej od rosy trawie. Podciągnęłam rękawy bluzy i
ukryłam twarz w dłoniach. To nie przez zachowanie Alicji wyszłam,
po prostu nie chciałam, żeby wszystko do mnie wróciło, ale
widocznie nie mogę przed tym uciec.
Poczułam,
że ktoś delikatnie dotyka moich nadgarstków. Uniosłam głowę i
ujrzałam brązowooką dziewczynę, siedząca naprzeciwko mnie. Jej
piękne oczy były w tej chwili smutne. Przeniosła wzrok na moje
dłonie, a potem na nadgarstki. Odruchowo naciągnęłam rękawy i
skrzyżowałam ręce na piersi. Dziewczyna złapała moją prawą
dłoń, przyciągnęła ją do siebie i po chwili moje blizny
ujrzały światło dzienne. Widziałam jak na jej twarzy pojawia się
szok. Przejechała opuszkami palców w miejscu, gdzie znajdowały się
szramy. Była pierwszą osobą, która poznała moją tajemnicę.
-Dlaczego?-ledwo
usłyszałam jej pytanie. Widziałam jak zaciska szczękę i zamyka
oczy, jakby coś sprawiało jej ból.
-To
skomplikowane... - chciałam wyrwać dłoń, ale jej uścisk okazał
się silniejszy niż myślałam. Nigdy nie rozmawiałam z nikim o
mojej przeszłości. Bałam się tego, że zostanę wyśmiana.
-Postaram
się zrozumieć.-jej głos nadal nie brzmiał pewnie. Zmarszczka,
która pojawiła się pomiędzy jej brwiami, świadczyła o tym, że
dziewczyna myślała o czymś. Odruchowo wyciągnęłam dłoń, by
palcem wygładzić nierówność, ale jak tylko moja skóra zetknęła
się z jej, brunetka odskoczyła jak oparzona, a jej twarz z powrotem
była bez wyrazu.
-Prze...przepraszam.-wyjąkałam
i odwróciłam wzrok. Nie wiedziałam, że tak zareaguje. Była
zupełnie inna niż wczoraj.
-W
porządku.-jej klatka piersiowa ciężko unosiła się i opadała.-Też
mam pewną rzecz, która przypomina mi o przeszłości.-powiedziała
to i uniosła do góry ręce, ukazując swoje nadgarstki pokryte
tatuażami.
-
„Pieprz się...”-przeczytała napis, który znajdował się
na lewej ręce.- „A może jednak nie”.-wskazała na drugi
nadgarstek.
-Słodko...-powiedziałam
z sarkazmem. Dziewczyna zaśmiała się głucho i gwałtownie wstała.
Włożyła dłonie do kieszeni i zaczęła nerwowo chodzić.
-Ta
sytuacja w mieszkaniu... To nie...-westchnęła i palcami przeczesała
włosy.-Przepraszam.-powiedziała w końcu.
Teraz
wyglądała na totalnie zagubioną. Stanęła do mnie tyłem i
głośnio zaciągnęła się powietrzem. Wstałam i powoli podeszłam
do niej. Wzięłam ją za dłoń i odwróciłam. Miałam zamknięte
oczy, a po policzkach spływały jej łzy.
-Nie
powinnaś widzieć mojej gorszej strony. Ciągle nad sobą
pracuję.-otarła policzki i lekko się uśmiechnęła.
Dobra,
ona jest totalnie pogmatwana.
-Co
to?-z zaciekawieniem spojrzała na miejsce, w którym moja bluza
odsłaniała niewielki tatuaż. Tym razem to ja odsunęłam się
gwałtownie od brunetki. Miałam na obojczyku wytatuowaną literkę
„G”. Ten tatuaż był czymś osobistym, intymnym.
-No
dobra, pojedźmy gdzieś.-westchnęła i pociągnęła mnie w stronę
małego, czerwonego samochodu.
Praktycznie
wepchnęła mnie do niego i usiadła na miejscu kierowcy. Włączyła
radio i w samochodzie rozbrzmiała piosenka Brandi Carlile – The
Story. Muszę przyznać, że trafiła idealnie, uwielbiałam ją.
Zapowiada się ciekawie.
***
Po
dwóch godzinach jazdy, samochód zatrzymał się na górce. Dookoła
były pola, a przed nami rozciągało się pastwisko, na którym
pasły się konie. Kiedy galopowały, wyglądały, jakby
unosiły się nad ziemią. Brakowało im tylko skrzydeł. Była
jesień i słońce chyliło się ku zachodowi. Lekko żółta trawa
idealnie kontrastowała z ciemnymi i muskularnymi sylwetkami rumaków.
Ich grzywy rozwiewał chłodny wiatr. Wyglądały jak zaczarowane.
Nigdy nie widziałam czegoś cudowniejszego.
-Zawsze,
kiedy jest mi źle, to przyjeżdżam tutaj. Mogę tu spokojnie
pomyśleć.- brunetka oparła głowę o zagłówek fotela i zamknęła
oczy. Przypominała mi kogoś. Te oczy, głos, włosy. Miałam
wrażenie, że kiedyś już ją spotkałam, ale nie miałam pojęcia
gdzie.
-Myślę,
że gdzieś Cię już spotkałam.- wypaliłam.
Kiedy
na nią spojrzałam, patrzyła pustym wzrokiem w przestrzeń za
szybą.
-To
wcale nie jest takie niemożliwe.-myślałam, że się uśmiechnie,
ale ona wysiadła z samochodu i gestem nakazała mi zrobić to samo.
Przeszła przez płot i weszła na pastwisko. Podeszła do jednego z
koni i jednym susem wskoczyła na niego.
-Właź!-poklepała
miejsce za sobą i uśmiechnęła się zadziornie.
O
nie, wariatko, do tego mnie nie namówisz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz