sobota, 28 grudnia 2013

03.

     3
"Nic bardziej nie wzmacnia człowieka niż okazane mu zaufanie."
~ Adolf Harnack

  Niepewnie podeszłam do zwierzęcia i spojrzałam na brunetkę. Koń stał jak zaczarowany, nawet nie drgnął. Jego jasna grzywa delikatnie falowała na wietrze. Zawsze bałam się tych zwierząt i nie dam się na nie posadzić. Alicja wyciągnęła w moją stronę dłoń, ale zignorowałam ten gest.
-Nie wsiądę!- powiedziałam, oddalając się od miejsca, w którym stali.
-No chodź. Spodoba Ci się!-jej twarz rozjaśnił uśmiech, który sięgnął jej oczu.
      Coś popchnęło mnie od tyłu i podskoczyłam, piszcząc przy tym. Usłyszałam dźwięczny śmiech brązowookiej. Obejrzałam się i zobaczyłam czarną klacz, która patrzyła na mnie z zainteresowaniem. Była piękna. Patrzyła na mnie rozumnymi oczyma. Powoli podeszła do mnie. Zatrzymała się tuż przede mną, a moja głowa była na wysokości jej nosa. Była ogromna. Na czole czułam jej ciepły i spokojny oddech. Widziałam jej rozdęte chrapy i piękne, prawie czarne oczy. Schyliła łeb, tak, jakby się lekko kłaniała.
-Pogłaszcz ją...-szepnęła dziewczyna, która teraz stała tuż za mną. Wyciągnęłam rękę i moja dłoń zetknęła się z czołem zwierzęcia. Jej sierść była miła i delikatna w dotyku.
-Poczekaj chwilkę.-brunetka odsunęła mnie od klaczy i nałożyła jej coś na łeb.-To kantar.-wyjaśniła. Do malutkiego kółka umieszczonego pod pyskiem zwierzęcia przypięła coś, co wyglądało jak smycz.-A to uwiąz.- posłała mi uśmiech i zaczęła prowadzić konia.
      Zaczęłam wyobrażać sobie siebie na tym zwierzęciu, ale ta wizja po chwili mnie przeraziła. Strach mnie paraliżował.
      Dziewczyna odwróciła się do mnie i posłała uśmiech. W mojej głowie znów pojawiła się myśl, że już ją gdzieś spotkałam, była tak cholernie znajoma.
      Po chwili usłyszałam za sobą kroki. Obok mnie stanął wysoki, dobrze zbudowany chłopak o blond włosach.
-Alan.-uśmiechnął się do mnie ciepło.
-Lena.-uścisnął moja dłoń i ruszył w stronę brunetki.
      Na jego widok, na twarzy brunetki pojawił się wielki uśmiech, a w oczach tańczyły iskierki radości. Puściła konia, podbiegła do chłopaka i wtuliła się w niego.
      Poczułam ukłucie w okolicach serca. Zdałam sobie sprawę, że ja nie mam nikogo, do kogo mogłabym się przytulić. Nikogo, kto patrzyłby na mnie w taki sposób, w jaki on patrzy na Alicję. Zrozumiałam, że zostałam sama na tym wielkim świecie, pełnym nienawiści i smutku. Wieczorem znów wejdę do pustego mieszkania i znów się załamię. Norma.
***
-Tutaj?-z zamyślenia wyrwał mnie głos brązowookiej.
Skinęłam głową, a dziewczyna zaparkowała pod moim blokiem. Otworzyłam drzwi, a dziewczyna szybkim ruchem z powrotem je zamknęła. Popatrzyłam na nią zdezorientowana.
-Nawet nie mam Twojego numeru.-wyjaśniła.
I uważasz, że go dostaniesz?
-Jakoś się z Tobą skontaktuję.-właściwie, to nawet nie miałam takiego zamiaru.
-Jak chcesz..-zakończyła naszą rozmowę i odpaliła samochód.
Zwinnie wyskoczyłam z pojazdu i szybko zniknęłam w budynku mając nadzieję, że więcej jej nie spotkam.

      Siedziałam na krześle w swoim pokoju już dobrą godzinę. Przede mną wisiało zdjęcie moich rodziców. Nie czułam nic oprócz wewnętrznej pustki. Chciałam zagłuszyć to wszystko, co działo się w mojej głowie. Potrzebowałam czegoś, co sprawiłoby, że poczułabym się lepiej. Gwałtownie wstałam z miejsca, co wcale nie okazało się takim dobrym wyjściem, bo zakręciło mi się w głowie. Złapałam równowagę i poszłam do łazienki. Z najwyższej półki zdjęłam małe pudełeczko, w którym trzymałam potrzebną mi w tej chwili rzecz. Wróciłam do pokoju i usiadłam przy biurku. W palcach zaczęłam obracać ostrze. Myślałam, że już nigdy do tego nie wrócę, że nigdy więcej nie poczuję się tak, jak dwa lata temu. Przycisnęłam ostre narzędzie do skóry i pociągnęłam. Powtórzyłam tą czynności jeszcze kilka razy, aż moją rękę pokrywały liczne nacięcia. Patrzyłam jak krople krwi spływają i lądują na biurku i podłodze. Ogarnął mnie spokój. Uwielbiałam ten stan, kiedy nie musiałam o niczym myśleć. Po chwili zaczęłam odpływać. Położyłam głowę na biurku i odleciałam.

***
      Uporczywe pukanie do drzwi doprowadzało mnie do szału, więc niechętnie podniosłam się z krzesła i stwierdziłam, że nigdy więcej nie zasnę na biurku. Zdrętwiałam jak cholera. Otworzyłam drzwi i spotkałam się z gniewnym spojrzeniem brunetki. Po chwili spojrzała na moje dłonie i jej oczy powiększyły się podwójnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie zmyłam z ręki krwi i nie zakryłam ran. Mądre.
-Co ty do cholery zrobiłaś?-wymamrotała.
Odsunęłam się i pozwoliłam, żeby dziewczyna weszła, a właściwie wtargnęła do środka. Zamknęłam drzwi i posnułam się z powrotem do pokoju. Czekałam na krzyki, pouczanie, ale jedyne co słyszałam to ciężki oddech dziewczyny.
-Dlaczego to zrobiłaś?-ponowiła pytanie, nadzwyczaj spokojnie.
Jeżeli myślała, że jej odpowiem, to grubo się myliła. Była ostatnią osobą, z którą mam zamiar o tym rozmawiać. Moja przeszłość, moje rany i blizny były tylko i wyłącznie moją sprawą.
-Odpowiedz do cholery!-wysyczała.
-A co Cię to obchodzi?!-odwróciłam się gwałtownie i teraz prawie stykałyśmy się nosami. Ups, zdecydowanie była za blisko.
-Lubisz sobie rujnować życie?-jej opanowanie doprowadzało mnie do szału.
-Co. Cię. To. Obchodzi!?-w każde słowo włożyłam tyle jadu, ile tylko mogłam.
-Znałam kogoś kto przesadził! Nie ma już tej osoby!-podniosła głos, a mnie przeszły ciarki. Znowu to uczucie, że spotkałam ją już wcześniej.
-Znajdź kogoś, kto Cię posłucha i przestanie. Ja nie mam takiego zamiaru. Nie mam już dla kogo.-odwróciłam się od niej, przy okazji uwalniając się od spojrzenia jej hipnotyzujących tęczówek.
-Zawsze możesz spróbować dla mnie.-wyszeptała i splotła swoje palce z moimi.
-Tylko po to, żebyś za kilka tygodni powiedziała, że jednak nie chcesz mnie znać? Nie, dzięki, nie skorzystam. Zbyt dużo osób mnie zostawiło.-chciałam wyrwać dłoń z jej uścisku, ale kolejny raz okazała się silniejsza.
-Obiecuję, że będę, że Cię nie zostawię.-poczułam na plecach jej ciepły oddech, a po chwili jej głowa wygodnie spoczęła na moim ramieniu.
Miałam inne wyjście niż te, by jej zaufać? Jeżeli nie spróbujesz, to nie zyskasz, prawda?

Niech ją cholera strzeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz